Powyłam sobie tylko raz, jak odebrałam wyniki. Normalnie poryczałam się na przystanku...Ale teraz mówię sobie, ze dostałam jeszcze trochę czas na wyleczenie. Objawy stawowe mam nadal. Słabe, ale są. Perspektywa, ze tak będzie już zawsze była smutna. A teraz mam szansę, że się jeszcze zmniejszą.
Poza tym zdałam sobie sprawę, że dopiero teraz dostałam do ręki badanie, które jasno wskazuje, że mam boreliozę

W końcu Elisa się nie liczy a WB wyszedł negatywnie.
Trochę to zabawne, prawda?
Za półtora miesiąca mam powtarzać badanie antygenów i dodatkowo CD57. Do wyników leczę się dalej, łykam wszystko co trzeba i chodzę na jogę aby uprzykrzyć marny żywot krętków (pamiętam, że nie lubią wysokiej temperatury ani tlenu). Dotleniam się też na warsztatach śpiewu gardłowego. Mam nadzieję, ze wibracji też nie lubią
