Historia mojej borelki

Czyli o tym, jak przebiega nasze leczenie Tutaj możecie spisywać swoje historie

Re: Historia mojej borelki

Postprzez migotka » 21 Sty 2010, o 13:00

U mnie antygenów byłoooo i było w moczu, jestem dopiero na starcie. Ale gratuluję Ci wygranej i trzymam kciuki!
migotka
 
Posty: 142
Rejestracja: 30 Paź 2009, o 12:23
Miejscowość: Wielkopolska

Re: Historia mojej borelki

Postprzez Lula Lu » 1 Lut 2010, o 19:42

W sumie, to myślałam, ze mi się wydaje, że jest lepiej. Ale faktycznie jest lepiej :)

Zastanawialiście się co będzie po wyleczeniu? Czy będziecie panicznie bać się kleszczy, chaszczy i przyrody?

Nie chciałabym ponownie przechodzić tego piekła, ale nie wiem na ile będę w stanie odmówić sobie włóczenie się po krzaczorach, czołganie się po trawie z aparatem? Na pewno będę znacznie bardziej wyczulona, ale nie ma 100% pewności, ze jakiś skurczybyk krwiopijca się do mnie nie dobierze.
Lula Lu
 
Posty: 96
Rejestracja: 14 Paź 2009, o 07:53

Re: Historia mojej borelki

Postprzez Greta » 3 Lut 2010, o 18:57

Zastanawialiście się co będzie po wyleczeniu? Czy będziecie panicznie bać się kleszczy, chaszczy i przyrody?

Myślał indyk o niedzieli, a w sobotę łeb ucięli ;)

Wyjdzie w praniu ;)
Awatar użytkownika
Greta
 
Posty: 208
Rejestracja: 19 Sie 2009, o 13:10

Re: Historia mojej borelki

Postprzez zgoorek » 21 Lut 2010, o 21:49

Lula Lu napisał(a):Zastanawialiście się co będzie po wyleczeniu? Czy będziecie panicznie bać się kleszczy, chaszczy i przyrody?

Zastanawiałam się, ale - mieszkam w lesie, co sezon psom wyciągamy parę kleszczy, w ub. roku udało mi się złapać jednego na biurku, drugiego spacerującego mi po przedramieniu... Psom zakładamy specjalne obroże i mają spokój na parę miesięcy. Aż im zazdroszczę.
Ale kładę się w trawie, żeby zrobić zdjęcie :|
Jestem już tak przeczulona/uwrażliwiona, że czuję komara, który usiadł mi na skórze, a jeszcze nie ukąsił. Kilka razy dziennie zaglądam sobie pod ciuchy, bo mi się zdaje, że coś tam łazi.
Ale jeszcze nie zwariowałam i to nie jest panika, a usiłowanie przetrwania ;)
Awatar użytkownika
zgoorek
 
Posty: 18
Rejestracja: 6 Paź 2009, o 13:54
Miejscowość: Mazowsze

Re: Historia mojej borelki

Postprzez Lula Lu » 8 Mar 2010, o 14:59

JA się nad tym zastanawiam i nic z tego nie wynika. W zeszłym roku ochoczo przedzierałam się przez chaszcze, ściągałam krwiopijczych wendrowców z ubrania. Nie czułam strachu, ale wiedziałam, ze byłam chroniona przez antybiotyki. Co będzie jak już przestanę brać? Nie wiem. Znajoma mówi, że dla niej teraz każde wyjście do lasu, na łąkę (pracuje na stacji badawczej) kończy się dokładnym sprawdzaniem skóry, zmianą ubrania, każdy dziwny objaw obserwuje z lękiem. Kleszcza wyciągniętego z męża wysłała na badania do Poznania. Przyznaje, ze jest przeczulona.

Wydaje mi się, ze ze mną będzie podobnie. Zobaczymy jednak w praniu
Lula Lu
 
Posty: 96
Rejestracja: 14 Paź 2009, o 07:53

Re: Historia mojej borelki

Postprzez Greta » 8 Mar 2010, o 22:52

Lula, dokładne sprawdzenie skóry i zmiana ubrania to przecież minimum profilaktyki.
Awatar użytkownika
Greta
 
Posty: 208
Rejestracja: 19 Sie 2009, o 13:10

Re: Historia mojej borelki

Postprzez Lula Lu » 12 Mar 2010, o 13:13

To ja wiem, zawsze to robię i jak widać nie uchroniłam się :/
Lula Lu
 
Posty: 96
Rejestracja: 14 Paź 2009, o 07:53

Re: Historia mojej borelki

Postprzez Lula Lu » 22 Mar 2010, o 20:31

Niestety, nadal nie jestem wyleczona. Dzisiaj odebrałam wyniki badania antygenów z moczu. Jest dodatni :(

Wyć mi się chce :cry:
Lula Lu
 
Posty: 96
Rejestracja: 14 Paź 2009, o 07:53

Re: Historia mojej borelki

Postprzez dani » 25 Mar 2010, o 03:35

Ej Lula Lu, nie wyj tam tylko sie ciesz, ze Cie nic nie boli a to najwazniesze i chyba znaczy, ze juz blisko, ze juz tuz tuz i bedziesz zdrowa jak rybka. No jeszcze troche, jeszcze dwa trzy miesiace i bedziesz miala z glowy. Co mam ja powiedziec jak jestem w zasadzie na poczatku leczenia.
Trzymaj sie ;)
dani
 
Posty: 193
Rejestracja: 4 Mar 2010, o 03:07

Re: Historia mojej borelki

Postprzez Lula Lu » 25 Mar 2010, o 19:21

Powyłam sobie tylko raz, jak odebrałam wyniki. Normalnie poryczałam się na przystanku...Ale teraz mówię sobie, ze dostałam jeszcze trochę czas na wyleczenie. Objawy stawowe mam nadal. Słabe, ale są. Perspektywa, ze tak będzie już zawsze była smutna. A teraz mam szansę, że się jeszcze zmniejszą.

Poza tym zdałam sobie sprawę, że dopiero teraz dostałam do ręki badanie, które jasno wskazuje, że mam boreliozę :D W końcu Elisa się nie liczy a WB wyszedł negatywnie.
Trochę to zabawne, prawda?

Za półtora miesiąca mam powtarzać badanie antygenów i dodatkowo CD57. Do wyników leczę się dalej, łykam wszystko co trzeba i chodzę na jogę aby uprzykrzyć marny żywot krętków (pamiętam, że nie lubią wysokiej temperatury ani tlenu). Dotleniam się też na warsztatach śpiewu gardłowego. Mam nadzieję, ze wibracji też nie lubią ;)
Lula Lu
 
Posty: 96
Rejestracja: 14 Paź 2009, o 07:53

PoprzedniaNastępna

Wróć do Co u nas?

Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 0 gości

cron