To jak się w końcu dowiedziałam, ze mam boreliozę zawdzięczam mojej wyprawie do Indii. W marcu 2007 rozpoczęłam szczepienia WZW A i B. Od razu po pierwszym szczepieniu dostałam bardzo silne bóle węzłów chłonnych pod prawą pachą. Po pewnym czasie pojawił się ruchomy guzek niedaleko pachy. Najpierw nie bolał, potem zaczął boleć i przez pewien czas był siny. Nie powiem, przestraszyłam się. Od razu skonsultowałam to z moim alergologiem (odczulałam się i upatrywałam przyczyny problemów w szcepionkach z alergenami). Lekarz mnie uspokoił, ale problemy się nie skończyły. Ba, było coraz gorzej. Po następnym szczepieniu WZW A i B bóle pojawiły się także pod drugą pachą i to tak silne, ze nie mogłam ruszać rękami. Lekarz nadal nie widział w tym nic problematycznego. Zmienilam lekarza i trafiłam na rozsądną alergolog, która zmartwiła się tym. Stwierdziła, że albo faktycznie jest to spowodowane alergenami albo czymś innym. Postanowiłyśmy, że odczekamy i jeśli po pyleniu nic się nie zmieni, to zbadam sobię węzły chłonne. Przy trzecim szczepieniu WZW A i B problem był ten sam, ale nadal były silne stężenia pyłków. Problemy minęły tuż przed wyjazdem do Indii, czyli jak skończyło się pylenie. Wniosek- faktycznie była to niespecyficzna reakcja na alergeny. Guzek też się wchłonął. Odetchnęłam.
Na początku roku bóle wróciły z nową siłą a pylenie jeszcze się nie rozpoczęło. Pamiętając radę mojej Pani alergolog poszłam do lekarza aby zbadał mi węzły chłonne. Z duszą na ramieniu, bo obawiałam się nowotworu. Lekarka stwierdziła, ze węzły nie są powiększone, więc nowotwór można wykluczyć. Na podstawie wywiadu dostałam skierowanie na badanie chorób odzwierzęcych plus WZW C. I tak okazało się, że mam boreliozę. Oczywiście, wcześniej miałam wiele obiawów sugerujących, że to może być to, ale nigdy nie były tak silne, zebym się tym martwiła. Bóle stawów interpretowałam jako złe prowadzenie w jodze (przestałam chodzić na jogę). Silniejsze bóle stawów i sztywność szyi, kręgosłupa czy bioder przypisywałam nie chodzeniu na jogę. Zmęczenie, wiadomo- pracy. Pogorszenie wzroku siedzeniem przed kompem, problemy z koncentracją, otępienie, apatia - zmęczeniu. Bardzo silne zawroty głowy nie potrafiłam niczemu przypisać a brak tolerancji na alkohol genetyce. Ale fakt, ze na początku tego roku wszystko przybrało takie rozmiary, ze naprawdę ledwie funkcjonowałam, wpadałam w stany depresyjne i tylko siedziałam i ryczałam.
Oczywiście od wyników do leczenia była też jeszcze dość długa droga, wizyty u zakaźników, którzy pukali się w głowę. Dość szybko stwierdziłam, że nie tędy droga i umówiłam się na wizytę u dr Kurkiewicza. Jednak, tak naprawdę decyzję o agresywnym leczeniu podjęłam dzięki znajomej, która tą drogę ma już za sobą. Zaczynała u zwykłego zakaźnika a skończyła na agresywnym leczeniu, które ją wyleczyło.
Aha, w między czasie zrobiłam WB w jednej klasie - tak zlecił mi zwykły zakaźnik, które nic nie wykazało. Dr Kurkiewicz podjął się leczenia na podstawie objawów. I to mnie niepokoiło, bo jak to mam brać takie ilości antybiotyków bez potwierdzenia w testach? Ale zaryzykowałam i rozpoczęłam leczenie Unidoxem w marcu br. Po trzech dniach miałam pierwsze HERXy: tak silne zawroty głowy, ze nie mogłam ustać na nogach. Późniejsze, które się pojawiały dotyczyły głównie bólów stawowych, takich, ze poruszanie, stanie, siedzenie czy leżenie sprawiało mi cholerny ból.
Poza cyklicznymi HERXami poprawa była niewiarygodna! Zaczęłam normalnie funkcjonować, optymistycznie patrzeć na życie i leczenie. Męczyły mnie tylko nudności i wymioty po Unidoxie. Po dwóch miesiącach poprosiłam o zmianę antybiotyku. Dostałam Rifampicynę i Tinidazol. Problemy ze strony przewodu pokarmowego zniknęły, HERXy zniknęły (a przynajmniej nie były tak wyraźne), za to wpadłam w depresje
Po 3 miesiącach dostałam 2 tygodniowych skórczów brzucha i biegunki. Chyba cudem nie trafiłam do szpitala, bo już zaczynałam mieć objawy odwodnienia. Leki oczywiście odstawiłam.
Co ciekawe, słabe objawy boreliozy wróciły dopiero po miesiącu. Po półtora miesięca wróciłam do Unidoxu i Tinidazaolu. Po tygodniu od ponownego rozpoczęcia antybiotykoterapii te słabe objawy prawie całkowicie ustąpiły. Obecnie czuję jak zdrowieję. Jedyne co mi dolega to niewielkie bóle stawowe (i to nie zawsze) i podwyższona temperatura w ciągu dnia. Oczywiście, zmagam się z nudnościami po antybiotyku a teraz wyniki prób wątrobowych pogorszyły mi się, ale ogólnie jest lepiej. Wróciłam też na jogę, bo brak mi ruchu, bo trzeba rozruszać zastałe stawy, przykórczone mięśnie i ścięgna. Poza tym joga to też system leczniczy i już odczuwam jej zbawienny wpływ na moje ogólne samopoczucie, na mój organizm zmęczony leczeniem.
Mam nadzieję, ze ta poprawa nie jest chwilowa ani pozorna, że faktycznie wyleczenie jest już bliżej niż dalej.

