Historia mojej borelki

Czyli o tym, jak przebiega nasze leczenie Tutaj możecie spisywać swoje historie

Historia mojej borelki

Postprzez Lula Lu » 16 Lis 2009, o 14:57

Kleszcze miałam 3 razy w życiu (przynajmniej te o których wiem). Pierwszy prawie 3 lata temu (nie pamiętam gdzie go złapałam), drugi to była larwa z Białowieży w 2007 roku a trzeci też w tym samym roku złapany na Kaszubach. Rumienia nie miałam ani razu. Tak naprawdę to ten mały skurczykleszcz z Białowieży mnie przestraszył ale jak się później okazało, to nie on mnie zaraził...

To jak się w końcu dowiedziałam, ze mam boreliozę zawdzięczam mojej wyprawie do Indii. W marcu 2007 rozpoczęłam szczepienia WZW A i B. Od razu po pierwszym szczepieniu dostałam bardzo silne bóle węzłów chłonnych pod prawą pachą. Po pewnym czasie pojawił się ruchomy guzek niedaleko pachy. Najpierw nie bolał, potem zaczął boleć i przez pewien czas był siny. Nie powiem, przestraszyłam się. Od razu skonsultowałam to z moim alergologiem (odczulałam się i upatrywałam przyczyny problemów w szcepionkach z alergenami). Lekarz mnie uspokoił, ale problemy się nie skończyły. Ba, było coraz gorzej. Po następnym szczepieniu WZW A i B bóle pojawiły się także pod drugą pachą i to tak silne, ze nie mogłam ruszać rękami. Lekarz nadal nie widział w tym nic problematycznego. Zmienilam lekarza i trafiłam na rozsądną alergolog, która zmartwiła się tym. Stwierdziła, że albo faktycznie jest to spowodowane alergenami albo czymś innym. Postanowiłyśmy, że odczekamy i jeśli po pyleniu nic się nie zmieni, to zbadam sobię węzły chłonne. Przy trzecim szczepieniu WZW A i B problem był ten sam, ale nadal były silne stężenia pyłków. Problemy minęły tuż przed wyjazdem do Indii, czyli jak skończyło się pylenie. Wniosek- faktycznie była to niespecyficzna reakcja na alergeny. Guzek też się wchłonął. Odetchnęłam.

Na początku roku bóle wróciły z nową siłą a pylenie jeszcze się nie rozpoczęło. Pamiętając radę mojej Pani alergolog poszłam do lekarza aby zbadał mi węzły chłonne. Z duszą na ramieniu, bo obawiałam się nowotworu. Lekarka stwierdziła, ze węzły nie są powiększone, więc nowotwór można wykluczyć. Na podstawie wywiadu dostałam skierowanie na badanie chorób odzwierzęcych plus WZW C. I tak okazało się, że mam boreliozę. Oczywiście, wcześniej miałam wiele obiawów sugerujących, że to może być to, ale nigdy nie były tak silne, zebym się tym martwiła. Bóle stawów interpretowałam jako złe prowadzenie w jodze (przestałam chodzić na jogę). Silniejsze bóle stawów i sztywność szyi, kręgosłupa czy bioder przypisywałam nie chodzeniu na jogę. Zmęczenie, wiadomo- pracy. Pogorszenie wzroku siedzeniem przed kompem, problemy z koncentracją, otępienie, apatia - zmęczeniu. Bardzo silne zawroty głowy nie potrafiłam niczemu przypisać a brak tolerancji na alkohol genetyce. Ale fakt, ze na początku tego roku wszystko przybrało takie rozmiary, ze naprawdę ledwie funkcjonowałam, wpadałam w stany depresyjne i tylko siedziałam i ryczałam.

Oczywiście od wyników do leczenia była też jeszcze dość długa droga, wizyty u zakaźników, którzy pukali się w głowę. Dość szybko stwierdziłam, że nie tędy droga i umówiłam się na wizytę u dr Kurkiewicza. Jednak, tak naprawdę decyzję o agresywnym leczeniu podjęłam dzięki znajomej, która tą drogę ma już za sobą. Zaczynała u zwykłego zakaźnika a skończyła na agresywnym leczeniu, które ją wyleczyło.

Aha, w między czasie zrobiłam WB w jednej klasie - tak zlecił mi zwykły zakaźnik, które nic nie wykazało. Dr Kurkiewicz podjął się leczenia na podstawie objawów. I to mnie niepokoiło, bo jak to mam brać takie ilości antybiotyków bez potwierdzenia w testach? Ale zaryzykowałam i rozpoczęłam leczenie Unidoxem w marcu br. Po trzech dniach miałam pierwsze HERXy: tak silne zawroty głowy, ze nie mogłam ustać na nogach. Późniejsze, które się pojawiały dotyczyły głównie bólów stawowych, takich, ze poruszanie, stanie, siedzenie czy leżenie sprawiało mi cholerny ból.

Poza cyklicznymi HERXami poprawa była niewiarygodna! Zaczęłam normalnie funkcjonować, optymistycznie patrzeć na życie i leczenie. Męczyły mnie tylko nudności i wymioty po Unidoxie. Po dwóch miesiącach poprosiłam o zmianę antybiotyku. Dostałam Rifampicynę i Tinidazol. Problemy ze strony przewodu pokarmowego zniknęły, HERXy zniknęły (a przynajmniej nie były tak wyraźne), za to wpadłam w depresje :(

Po 3 miesiącach dostałam 2 tygodniowych skórczów brzucha i biegunki. Chyba cudem nie trafiłam do szpitala, bo już zaczynałam mieć objawy odwodnienia. Leki oczywiście odstawiłam.

Co ciekawe, słabe objawy boreliozy wróciły dopiero po miesiącu. Po półtora miesięca wróciłam do Unidoxu i Tinidazaolu. Po tygodniu od ponownego rozpoczęcia antybiotykoterapii te słabe objawy prawie całkowicie ustąpiły. Obecnie czuję jak zdrowieję. Jedyne co mi dolega to niewielkie bóle stawowe (i to nie zawsze) i podwyższona temperatura w ciągu dnia. Oczywiście, zmagam się z nudnościami po antybiotyku a teraz wyniki prób wątrobowych pogorszyły mi się, ale ogólnie jest lepiej. Wróciłam też na jogę, bo brak mi ruchu, bo trzeba rozruszać zastałe stawy, przykórczone mięśnie i ścięgna. Poza tym joga to też system leczniczy i już odczuwam jej zbawienny wpływ na moje ogólne samopoczucie, na mój organizm zmęczony leczeniem.


Mam nadzieję, ze ta poprawa nie jest chwilowa ani pozorna, że faktycznie wyleczenie jest już bliżej niż dalej.
Lula Lu
 
Posty: 96
Rejestracja: 14 Paź 2009, o 07:53

Re: Historia mojej borelki

Postprzez Lula Lu » 17 Lis 2009, o 00:16

Tak sobie myślę, że chyba miałam farta, że dość szybko borelioza została u mnie zdiagnozowana i, że przez te 2 lata przed diagnozą nie dokonała jakiegoś ogromnego spustoszenia.
Oczywiście przeróżnych objawów miałam znacznie więcej (zawsze mam problem z ich ogarnięciem i zapamiętaniem, dlatego staram się na bieżąco spisywać co się ze mną dzieje). Jak patrzę na chorobę z tej kilkumiesięcznej perspektywy czasu to wydaje mi się, ale nie było źle, ale pamiętam też jak bardzo cierpiałam. Inna sprawa, że na Unidoxie mam optymistyczne nastawienie do życia a chwilowe pogorszenia mnie nie dołują.
Lula Lu
 
Posty: 96
Rejestracja: 14 Paź 2009, o 07:53

Re: Historia mojej borelki

Postprzez migotka » 17 Lis 2009, o 01:13

Właśnie zażywam antybiotyki i u mnie pojawiły się straszne zawroty głowy. Dobrze, że przeczytałam w Twoim poście, że są takie przy herxach... Kiedy przychodzą-chce mi się wrzeszczeć, tak bardzo czuję się bezsilna. I tak, mamy szczęście w nieszczęściu, że choroba została zdiagnozowana w miarę wcześnie, inni męczą się i cierpią latami, często z winy właśnie lekarzy, którzy wykluczają boreliozę...U mnie też wykluczali na podstawie ujemnego testu Elisa, dopiero na własną rękę pojechałam do lekarza do Gorzowa, powiedziałam, że miałam rumień, objawy i niejasne testy WB - od razu zaczął podawać antybiotyki. Miałam wyczekiwać herx-ów i o, chyba się tlą, a mija drugi dzień. Jutro będą 72 godziny, ciekawe...Jak na razie bolą mięśnie i zawroty głowy, ale są straszne...
Pozdrawiam ciepło i życzę zdrowia - tego, czego brakuje nam najbardziej. :)
migotka
 
Posty: 142
Rejestracja: 30 Paź 2009, o 12:23
Miejscowość: Wielkopolska

Re: Historia mojej borelki

Postprzez kotfryc » 17 Lis 2009, o 11:20

Hej Lula Lu, witamy :)
Czytałem twojego bloga o Indiach :) Nigdy ten region jakoś mnie nie interesował, ale po tym co przeczytałem, kto wie ;)
Faktycznie masz dużo szczęścia. Nie tylko dlatego, że choroba została tak wcześnie zdiagnozowana, ale również dlatego, że była wyraźna odpowiedź na leczenie. No i znaczna poprawa już po pierwszy okresie leczenia. A to nie jest regułą.
Pozdrawiam :)
Awatar użytkownika
kotfryc
Administrator
 
Posty: 98
Rejestracja: 17 Sie 2009, o 22:08

Re: Historia mojej borelki

Postprzez Lula Lu » 17 Lis 2009, o 12:12

Migotka, te zawroty głowy to był koszmar! Kręciło mi się w głowie jak leżałam, jak miałam zamknięte oczy. Chodzić mogłam tylko trzymając się ścian. Współczuję. Ale zawsze twierdzę, że rozpoczęcie leczenia to pierwszy krok do zdrowia. I nie można poddawać się, załamywać (chociaż nie raz przez takie stany przechodziłam) a wręcz patrzeć optymistycznie. Te zaostrzecia tłumaczyłam sobie, ze skoro jest HERX to znaczy że krętki są wybijane przez antybiotyki. I chociaz cierpiałam to się cieszyłam. Nieco to przewrotne, ale takie podejście naprawdę mi pomaga. Pamiętam też, jak wyszedł mi pozytywny wynik Ellisy. Cieszyłam się, ze wreszcie wiem co mi jest, że mogę się zacząc leczyć.

Ale nie myślcie, że ja zawsze taka optymistka jestem. Były momenty, ze żyć mi się nie chciało (zwłaszcza na Rifampicynie). A lekarze... jeden z zakaźników mądrze mi powiedział, że Elisa jest mało miarodajna, ale to co mi wysło wskazuje na zarażenie w ciągu 30 dni (to była zima, styczeń lub luty, gdzie o takiej porze miałabbym złapać kleszcza, w śniegu? ), dodał, ze jeśli WB nie wyjdzie to nie mam boreliozy. Oczywiście moje objawy go nie interesowały. I dał tylko skierowanie na badanie WB w jednej klasie...

Migotka, jeśli masz zaostrzone objawy oraz nowe, to mogą to już być HERXy. Obserwuj się, na spokojnie i bez paniki, jak będzie gorzej.

Kotfryc, strasznie mi miło, ze poprzez mój blog Indie Cię zainteresowały :) Teraz mi się przypomniało, że w sumie niźle się uśmiałam, jak wyszło, ze mam borelkę. Prędziej spodziewałabym się czegoś przywleczonego z tamtych regionów ;)

Oczywiście nie jest tak miodowo jak wczoraj pisałam. Od kilku dni pobolewały mnie mięśnie, na tyle niewiele, ze myślałam, ze łapię jakieś przeziębienie. Niestety, dzisiaj borelka pokazała pazurka. Znowu bolą mnie kolana, nadgarstki, łokcie, szyja, kręgosłup i miednica. Od wczoraj odczuwam silny niepokój i rozbicie. Ale czas na eksperyment. Po pracy idę na jogę. W takim stanie jeszcze nie byłam. Ciekawa jestem czy mi coś pomoże? Dam znać :)
Lula Lu
 
Posty: 96
Rejestracja: 14 Paź 2009, o 07:53

Re: Historia mojej borelki

Postprzez migotka » 17 Lis 2009, o 16:24

Pozytywna Elisa wyszła Ci po terapii antybiotykowej, Lula Lu? W takim razie za tydzień, dwa zrobię test jeszcze raz - fajnie będzie niedowiarkom-lekarzom w mojej mieścinie udowodnić, że nie jestem psychicznie chora. :) Ja dziś mam ochotę wciąż płakać, nie wiem, czy to też efekt w stylu HERX, ale nagle z nadziei i pozytywnego myślenia zrobiła się depresja...
migotka
 
Posty: 142
Rejestracja: 30 Paź 2009, o 12:23
Miejscowość: Wielkopolska

Re: Historia mojej borelki

Postprzez Lula Lu » 17 Lis 2009, o 17:01

Migotka, nie nie, Elise miałam robioną jeszcze przed rozpoczęciem leczenia. Wiem, że PCRy można robić w trakcie przyjmowania antybiotyków a w przypadku PCRa na boreliozę konieczne jest nawet branie czegoś na rozpad cyst (antybiotyk, citrosept).
Niestety, nie wiem czy przypadkiem antybiotyki nie fałszują wyników WB czy Elisy. Musiałabyś się dowiedzieć od lekarza.

Migotka, z mojego punktu widzenia i doświadczenia ważne jest to, ze rozpoczęłaś leczenie. Znajdź też sobie lekarza internistę, który zaakceptuje taki sposób leczenia. Pewnie musisz co miesiąc robić badania z krwi, może będziesz potrzebowała kiedyś recepty na szybko czy też innych lekarstw. Chodzenie czy wręcz obijanie się od zwykłych konowałów nie ma sensu. To tylko dodatkowy stres i zmarnowany czas.
Ja w swoim wielkim szczęściu mam świetnych lekarzy: alergologa, ginekologa i internistę. Chodzę tylko do nich. Raz na szybko musiałam iść do kogokolwiek. To była sytuacja, której nikomu nie życzę. Lekarz był agresywny (werbalnie i niewerbalnie), po czym odmówił udzielenia mi pomocy (chodziło o lekką grzybicę jamy ustnej, czyli zwyczajnie nie przypisał mi leku, który u kogo innego dostałam bez proszenia). Składałam skargę na tego ***** ale to oczywiście tez nic nie dało :( Teraz wiem, ze jak ma się sprawdzonego i przyjaznego internistę, to lepiej trzymać się go.

Nie musisz nikomu nic udowadniać, bo obawiam się, że to i tak nic nie da a zwiększy Twój stres.
Ja też miałam stany depresyjne. Przejdzie i będzie lepiej. Pamiętaj, ze to borelka tak na Ciebie działa (jeden z wielu objawów tej choroby), ona czasami nas nieco zmienia, naszą psychikę, ale wszystko wróci do normy.

Mam nadzieję, ze mój optymizm jest tylko mój a nie innym objawem boreliozy ;)
Lula Lu
 
Posty: 96
Rejestracja: 14 Paź 2009, o 07:53

Re: Historia mojej borelki

Postprzez migotka » 17 Lis 2009, o 18:17

Rozumiem! :) A więc chyba wydam te ostatnie (słowem...) pieniądze i wykonam test z moczu, wyślę do dr Wielkoszyńskiego, ale najpierw do niego napiszę, bo nie wiem, ile wtedy trzeba brać antybiotyki, jakie itd...
Trochę sił mi brak...Na to wszystko...Po prostu chciałabym mieć wynik na papierze, bo mimo edwidentnego rumienia blednącego do środka i tych objawów wciąż się zastanawiam. :? Dzisiaj na razie mam tylko lekkie zawroty głowy, tracę równowagę. Nie za lekki ten herx? Może przyjdzie później... Albo jest znośny, bo choruję kilka miesięcy, a leki biorę co drugi dzień...? Dwa tygodnie po rumieniu dostałam antybiotyk trzydniowy i mną rzucało o ściany, już nie wiem...


EDIT Napisałam do Wielkoszyńskiego, planuję oddać mocz na badanie. :)

PS A wiecie co, strasznie boję się tej grypy, bądź co bąź przez antybiotyki mamy odporność na te rzeczy obniżoną i spędza mi to sen z powiek, a jak z Wami...? :cry:
migotka
 
Posty: 142
Rejestracja: 30 Paź 2009, o 12:23
Miejscowość: Wielkopolska

Re: Historia mojej borelki

Postprzez Lula Lu » 18 Lis 2009, o 14:00

Wczorajsza joga pomogła. Bóle i napięcia się zmniejszyły, niepokój minął. W trakcie było trudno, nawet bardzo, dlatego ćwiczyłam delikatniej, tyle ile mogłam. Mogę teraz Wam śmiało polecić jogę (pod okiem wykfalifikowanych nauczycieli) jako wspomagacz w leczeniu :)

Migotka, z tego co piszesz, to może Twój HERX właśnie mija? On noże pojawić się od razu po rozpoczęciu leczenia albo po dłuższym czasie. To jest indywidualna reakcja organizmu na leczenie, tu nie ma regół.

A co do grypy, to ja nie panikuję. Fale grypy przetaczają sie przez nasz kraj co roku, co roku umierają na nią ludzie. Ta nowa grypa jest ponoć łagodniejsza w przebiegu. Myślę, ze po prostu trzeba o siebie dbać a jak już się przyplącze to nie czekać a od razu iść do lekarza po zwolnienie i leki. Czyli podejście zdroworozsądkowe :)
Lula Lu
 
Posty: 96
Rejestracja: 14 Paź 2009, o 07:53

Re: Historia mojej borelki

Postprzez migotka » 18 Lis 2009, o 19:26

A ja przez grypę panikuję, mam ten roganizm osłabiony dzięki antybiotykom na boreliozę-jak my wszyscy, więc łatwo mnie zarazić i rozłożyć. Dziś mam zawroty głowy i ... :roll: straszną biegunkę... :mrgreen: ale nie wiem, czy to herx, grzyb czy cholera wie...

Chętnie poszłabym na jogę, ale w mojej małej mieścinie nie ma... Szczęściaro. :D
migotka
 
Posty: 142
Rejestracja: 30 Paź 2009, o 12:23
Miejscowość: Wielkopolska

Następna

Wróć do Co u nas?

Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 0 gości

cron