Witam
Kleszcza miałam ok. 15 lat temu, co jakiś czas miałam bóle stawów, głównie kolanowych, lekarze dawali jakieś leki, ale bez efektu, co jakiś czas mam skoki ciśnienia i bardzo intensywny ból głowy, ale bardzo rzadko, raz na 2,3 miesiące i mija po paru godzinach, występuje sztywnienie karku, zaburzenia widzenia, tzn wada wzroku, ale to może być sprawa rodzinna, genetyczna.
Dowiedziałam w sierpniu na podstawie testu Ellisa, i potem potwierdzenie Western Blot, IgM - zero pasków, ujemne, IgG- 8 pasków, dodatnie.
Jestem osobą pracującą, ubezpieczoną, sporo jeżdżę samochodem, mam intensywną pracę, nie bardzo mogę ją przerwać, ale wiadomo, że zdrowie jest najważniejsze.
Oczytałam się mnóstwo forum, poradników, wypowiedzi ludzi i mam ogromny mętlik w głowie,
mam wrażenie, że nie warto liczyć na to, że leczenie z NFZ może mnie wyleczyć, ale leczenie wg ILADS może mnie wykończyć, takie mam spostrzeżenia po lekturze
Jestem młoda, chcę mieć rodzinę, nie chcę przenieść boreliozy na dziecko...
mogłam przenieść chorobę na swojego partnera, test Ellisa nie wykazał u niego zarażenia,
ma zamiar zrobić Western Blot, no ale jakoś rozmnażać też się chcemy
Wiem, że czeka mnie leczenie, dużo wyrzeczeń, ale najgorsze są wątpliwości, strach, że lekarz może nie ma pełnej wiedzy, że będę brać leki na darmo, że wyniszczą mi organizm
pojawiają się takie myśli, że może jeszcze nie zaczynać leczenia, tylko poczekać, aż lekarze ustalą jedno stanowisko, leczenie będzie mniej inwazyjne...
przy tak długiej chorobie i tak chyba nic się nie zmieni jeśli poczeka się jeszcze jakiś czas?
Mam skierowanie do dr. Kiciaka, nie wiem, czy nie poszukać kogoś kto leczy wg ILADS i posłuchać jego opinii...
na razie nie przeraża mnie choroba, ale rozbieżność stanowisk...
wiem, że leśnicy u których jest to choroba zawodowa, jeżdżą do parę miesięcy do Wawy na leczenie dożylne, ich choroba uznana jest za przewlekłą i nieuleczalną, wiedzą, że będą się leczyć do końca życia...
mam w głowie mętlik...
bardzo proszę o jakąkolwiek poradę....