Moja "świeża" borelioza

Czyli o tym, jak przebiega nasze leczenie Tutaj możecie spisywać swoje historie

Re: Moja "świeża" borelioza

Postprzez tanzania » Pon Sie 15, 2011 6:13 pm

Jagoda napisał(a):Jou, u mnie nic nowego, w sumie troche lepiej nawet.
Czekałam aż dr. W. z Bytomia z urlopu wróci i będę robić test C6 LYME, nowość jakaś, a połowe tańsze niż antygeny w moczu.
Humor mam beznadziejny bo miałam po jutrze wyjechać a jestem chora. Tzn. "chora" bo od czasu boreliozy nie byłam ani razu przeziębiona normalnie tylko takie coś jak teraz czyli - lekki ból głowy i osłabienie, a brak innych objawów i temperatura w normie. Jedynym moim objawem jest to, że zwyczajnie czuję się chora i tyle. Muszę coś się poradzić mojej internistki w tej sprawie, chociaż ona mnie chyba z gabinetu wywali jak jej powiem "pani doktor, czuje że jestem chora, ale nie mam żadnych objawów", to dobra lekarka i konkretna, ale denerwuje ją to, że od czasu borelki non stop chodze do niej po skierowania żeby badać sobie krew i CRP, moja wina? ja po prostu lubię wiedzieć czy wszystko jest ok.
Nie wiem... niby borelka była u mnie aż rok temu, niby szybka diagnoza, leczenie... a czuje jakby to sie za mną ciągneło i mi życie psuło.


Mam nadzieje, ze wszystko bedzie ok i tego paskudztwa sie pozbylas. A co do samopoczucia... sprobuj teraz dzialac jak najwiecej prozdrowotnie... owoce, warzywa.. rowery i przede wszystkim duzo ruchu.
Awatar użytkownika
tanzania
 
Posty: 88
Rejestracja: Czw Wrz 16, 2010 2:26 am

Re: Moja "świeża" borelioza

Postprzez Jagoda » Pon Sie 15, 2011 6:17 pm

a weź... nie mam siły póki co na ruch, takie nadzieje wiązałam z tym wyjazdem, a tu klops, póki co sie na siłach nie czuję, nie wiem co mnie złapało znowu :(
Awatar użytkownika
Jagoda
 
Posty: 148
Rejestracja: Śro Lis 10, 2010 6:28 pm
Miejscowość: Warszawa

Re: Moja "świeża" borelioza

Postprzez tanzania » Pon Sie 15, 2011 6:36 pm

Jagoda napisał(a):a weź... nie mam siły póki co na ruch, takie nadzieje wiązałam z tym wyjazdem, a tu klops, póki co sie na siłach nie czuję, nie wiem co mnie złapało znowu :(


W miare mozliwosci, powoli probuj.. to takie napedzajace sie pozytywne kolo zamachowe... im wiecej ruchu, tym lepiej dla Twojego systemu immunologicznego.
Awatar użytkownika
tanzania
 
Posty: 88
Rejestracja: Czw Wrz 16, 2010 2:26 am

Re: Moja "świeża" borelioza

Postprzez Greta » Wto Sie 16, 2011 6:39 am

Jagoda, a może jednak jedź nad to morze? Najwyżej dopasuj program wyprawy do swoich obecnych możliwości. Może właśnie pomoże ci zmiana otoczenia? Na pewno nie pomoże żal po straconych wakacjach.
Byłaś u psychologa?
Awatar użytkownika
Greta
 
Posty: 210
Rejestracja: Śro Sie 19, 2009 1:10 pm

Re: Moja "świeża" borelioza

Postprzez Jagoda » Wto Sie 16, 2011 11:04 am

nie byłam jeszcze u psychologa bo własnie chciałam najpierw wykluczyc borelke a zostawiłam to sobie na czas po wyjezdzie... chce jechac ale w tym momencie nie miałabym nawet siły wziąć plecaka na plecy i pojechac na pksa... :cry:
Awatar użytkownika
Jagoda
 
Posty: 148
Rejestracja: Śro Lis 10, 2010 6:28 pm
Miejscowość: Warszawa

Re: Moja "świeża" borelioza

Postprzez Jagoda » Śro Wrz 21, 2011 4:03 pm

Hej, zaglądam do was aby podzielić się pewną głupotą zasłyszaną w TV. Otóż moja mam ogląda serial "Klan" i ja często też z nią razem patrzę hehe ;) Ostatnio był motyw, że jedna z bohaterek miała kleszcza i przeczytała gdzieś o chorobach, które one przenoszą, i o dziwo nie poruszono wątku boreliozy tylko babesjozy - bała się że ma własnie babesjozę, ale sprawa się rozwiązała gdy jej mąż, który jest lekarzem, wyjaśnił jej iż tą chorobą mogą się zarazić od kleszcza tylko zwierzęta a ludzie nie ;] tiaaaa

No a co u mnie. Nic. Byłam nad tym morzem, na szczęście przechorowałam tylko 1 dzień pobytu, a potem było tylko lepiej. Dobrze się czułam (za wyjątkiem jednego dnia) i przegoniłam na trochę tą moją nerwicę ! Dlatego coraz bardziej wierzę, że to jednak nerwica a nie powrót borelki, bo od czasu wyjazdu jak ręką odjął. Miałam się badać jeszcze ostatni raz na borelkę testem C6 LYME ale on kosztuje 200zł i narazie nie mam, odłożę kasę dopiero. Psychologa mam już zaklepanego, mam nadzieję, że tą drogą rozwiążę wszystkie te problemy ostatecznie. Mija właśnie rok odkąd zachorowałam, nie sądziłam, że to się tak długo będzie za mną ciągnąć, naprawdę myślałam, że wystarczą te 3 miesiące leczenia skoro wykryto chorobę tak szybko... a tu prosze, niespodzianka ze strony psychiki. Dołuje mnie to czasem. Wczoraj zakręciło mi się w głowie raz i rozkładam to na czynniki pierwsze, panikuję i w ogole, kuźwa, nienawidze tych kleszczy.
Ale nie przyszłam wam tu marudzić znowu, tylko tak napisać co tam jak tam u mnie. Idę czytać wasze wątki :) Pozdrawiam.
Awatar użytkownika
Jagoda
 
Posty: 148
Rejestracja: Śro Lis 10, 2010 6:28 pm
Miejscowość: Warszawa

Poprzednia

Wróć do Co u nas?

Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 0 gości