Witam wszystkich!
Po pierwsze bardzo dziękuję za wszystkie cenne informacje jakie znalazłam na forum. Bardzo mi pomogły i rozjaśniły w głowie.
Kleszcz ukąsił mnie w czerwcu 2009 roku w czasie spaceru z psem. Drania nie widziałam, natomiast był wyraźny ślad po ukąszeniu na podbiciu stopy, zaczerwienienie ( nie wędrujące), świąd. Pewnie to trochę rozdrapałam. Do głowy mi nie przyszło, że to ślad po kleszczu ( choć jest ich w mojej okolicy dużo), który zmieni moje życie na kilka najbliższych lat. Objawy jakie po tym nastąpiły to klasyka- silny ból kręgosłupa lędźwiowego ( weekend przeleżałam, bo nawet z siedzeniem były problemy), ogólne grypopodobne rozbicie (co mnie zdziwiło), stan podgorączkowy, spadek wagi (ok 2 kg, co również było dla mnie nietypowe). Od tego momentu zaczęły się bóle kolan przy chodzeniu po schodach (to była niemiła niespodzianka, ale pomyślałam, że to wina wieku). Pojawiło się zaciemnienie skóry wzdłuż kręgosłupa lędźwiowego. Zaczęły się wizyty u lekarzy, najpierw u ortopedy (bez rezonansu nic mądrego mi nie powiedział), neurologa („ w tym wieku wszystkie zęby swoje i do tego modnie ubrana”, zawracam tylko głowę zapracowanej pani doktor). W lecie zdziwiła mnie słaba kondycja ( silne zmęczenie po przejechaniu na rowerze ”głupich” 40-tu kilometrów, choć jeszcze w maju odczuwałam niedosyt po znacznie dłuższych dystansach). W listopadzie, po silnej infekcji, moje zdrowie posypało się już całkowicie. Wylądowałam w klinice reumatologii na diagnostyce. Większość testów i badań jakie mi zrobiono wyszła prawidłowa, choć nie wszystkie. Min sprawdzono anty ciała przeciwko borelii metodą immunofluorescencyjną ( o czym nie wiedziałam, bo nie ma u nas zwyczaju informowania pacjentów jakie badania się mu wykonuje). Wynik w klasie IgM był ujemny, w klasie IgG silnie dodatni (37.4 przy dodatnim od 15). Klinikę opuściłam bez rozpoznania, za to z receptą na lek przeciwbólowy z grupy opiatów (po jej wykupieniu dosłownie mnie zamurowało). Na wypisie nie zaznaczono, że Bor-IgG jest dodatni, nie wspomniano o tym w epikryzie, nie skierowano mnie na konsultacje do zakaźników (!!!). Gdyby mi o tym powiedziano, to poskładałabym te wszystkie „klocki” i skojarzyła z tym co wydarzyło się w czerwcu. Miałam szansę na diagnozę w cztery miesiące po ukąszeniu i rozpoczęcie prawidłowego leczenia (!!!), niedbalstwo lekarza mi to uniemożliwiło. Tylko po co zlecono to badanie, jeśli wynik ich nie interesował???
W styczniu, po zaatakowaniu stawów nadgarstkowych, reumatolog ( inny lekarz, choć ta sama klinika, oglądał oczywiście mój wypis) zaaplikowł mi sterydy i sulfasalasin ( teraz wiem, że przy boreliozie jest to szkodliwe). Diagnoza brzmiała RZS ( choć obraz radiologiczny stawów był prawidłowy, brak nadżerek).
Stan nadgarstków poprawił się trochę jeszcze przed sterydami. Na stałe pozostał utrzymujący się lekki ból. Ale ogólnie czułam się źle. Przez ponad trzy miesiące nie mogłam pracować, przebywałam na zwolnieniu lekarski. Zaczęłam studiować forum chorych na RZS. Moje objawy nie pasowały do opisywanych przez nich. Ale przepisane mi leki przyjmowałam.
W czerwcu, w czasie konsultacji u pulmonologa, usłyszałam od niego „ jeśli reumatolodzy nie są pewni diagnozy to należy sprawdzić boreliozę”. Zanim udałam się do zakaźników przeczytałam na stronie Stowarzyszenia Chorych na Boreliozę objawy tej choroby. To była EUREKA. W końcu wiedziałam na co choruję

