przez duszajek » Sob Lut 12, 2011 12:04 pm
Witam. Ja też jak Jerzy leczę się sam , lecz nie z wyboru tylko z braku odpowiednich specjalistów i pieniędzy. Jestem z okolic warszawy, na śląsk mam za daleko .Na same badania wydałem już wszystkie pieniądze , gdyż sam dochodziłem co mi jest . Byłem u internisty i dostałem Unidox na miesiąc i skierowanie do zakaznika. W zakaznym termin dopiero na marzec. Czuję że sam antybiotyk nie pomoże , więc przeszukuję internet w poszukiwaniu rozwiązania. Byłem u lekarza z ILADS lecz kilkuletnia antybiotyko-terapia mi nie podchodzi. Może jest wielu wyleczonych lecz nikt nie jest w stanie powiedzieć czy do końca. Wielu po nawet paru latach stosowania abx nadal są z "ręką w nocniku". A co jeśli znowu się zakazimy? Wielu z nas nie pamięta ugryzienia .Przecież nie będziemy do końca życia co miesiąc się badać testami , które i tak nie dają 100% pewności. Zamknąć się w domu to też nie wyjście z sytuacji. Myślę że jak coś przyszło z lasu to tam trzeba szukać odpowiedzi jak to pokonać . Przeczytałem książkę Buhnera , i jest to dla mnie wielka nadzieja. Mam tylko wątpliwość czy wszystkie środki będą w pełni działać jak należy. Europejska krętka trochę się różni od swojej siostry amerykanki. Więc warto bliżej przyjżeć się także naszym rodzimym ziółkom. Ja po podpowiedzi naszego kolegi z forum ,i po zapoznaniu się z właściwościami , wybrałem Szczeć pospolitą , już w trakcie antybiotyko-terapi z urzędu. Biorę też Chlorellę ,gdyż wydalanie i oczyszczanie to podstawa, tylko w odstępie kilku godzin od antybiotyku ,by go dobrze wchłonąć . Dołączyłem szczeć po tygodniu brania unidoxu . Stan zdrowia się gwałtownie pogorszył , lecz mam nadzieję że to tak zwane "Herxy" , gdyż trochę się poprawiło ostatnio. Po antybiotyku zamierzam przeczyścić totalnie organizm, odgrzybić i dołączyć Andrographis z protokołu Buhnera a także wyciąg z brzozy Betuleco czy Betulko ,jakoś tak . Będę Wam opisywać czy wyjdzie coś z tego czy nie. I tu mam prośbę do wszystkich aby opisywali swoje doświadczenia w pełni szczerze ,gdyż z braku odpowiednich fachowców od tej choroby , jesteśmy tu sobie wszyscy po trochu lekarzami . I nie ma co się martwić . Jakoś damy sobie radę . Powiem Wam że pierwsze objawy zaobserwowałem 20-lat temu jako 18-stolatek i przykuły mnie do łóżka na parę miesięcy .Postawiono mi diagnozę : choroba psychiczna , nerwica , niewydolność serca. Na szczęście intuicja podpowiadała mi żeby nie brać tych wszystkich prochów i tylko doraznie stosowałem psychotropki , jak już nie szło wytrzymać . Po roku trochę się przejaśniło i postanowiłem trenować sporty siłowe . Na treningach myślałem że umrę ,lecz wytrwałem i było coraz lepiej. Bywały lepsze dni i gorsze.Najgożej było po przesadnym zażyciu alkocholu , lądowałem wtedy w szpitalu. I tak bez żadnych leków doszedłem do tych lat w niezłej formie. Najlepiej się czułem na ograniczeniu węglowodanów. Aż do czasu ponownego zakażenia, parę lat temu . Zacząłem chorować częściej i czuć się coraz gożej ,znajome objawy wróciły , lecz tym razem na szczęście zdemaskowałem pasażera na gapę.