Nie będę opisywać od początku całego przebiegu mojej choroby - wszystko znajdziecie na sąsiednim forum:
http://forum.gazeta.pl/forum/w,26140,90 ... lioza.html
Zaczynając leczenie, nie myślałam, że tak długo będzie to trwało. Obecnie kończę 9 miesiąc i ewidentnie nie zanosi się na rychły koniec
Leczenie idzie tak sobie. Doktor Beata twierdzi, że mimo ujemnych koinfekcji mam w zanadrzu coś jeszcze - najprawdopodobniej bartonellę. Leczenie zostało wdrożone dość szybko, bo 3 tyg. od zakażenia. Od pierwszej dawki Unidoxu silne herxy i wyzwolenie kolejnych objawów. W 4 miesiące (głównie na doxy) rozwinęłam piękną borel, tak, że odechciało mi się żyć.
Mój dzisiejszy zestaw leków: cipronex 2x1, klabax 2x1, zamur 2x2, tinidazol (pulsy 2x1) + Viregyt i cała reszta probio i suplementów.
Objawy, które pozostały:
Dominuje ból stawów (głównie ręce, czasem lewe kolano), czasem ból mięśni, uczucie chodzących robaczków pod skórą na twarzy. Sporadycznie bolą mnie stawiki w stopach i paliczki u rąk. Póki co mam spokój z czerwonymi oczami. Mam nadzieję, że to już nie wróci. Reszta jakby ok. Samopoczucie również. Ostatnio nie zaliczam pogorszeń po tini. Zdarzają się jedynie gorsze godziny w ciągu dnia.
Morfologia, próby watrobowe, mocz - wzorowo, jak u młodego Boga
Czy jestem na dobrej drodze do wyleczenia? Nie wiem. Mam nadzieję, że czas pokaże i że będzie on moim sprzymierzeńcem.
To chyba tyle.
guzia

