Historia mojej borelki

Czyli o tym, jak przebiega nasze leczenie Tutaj możecie spisywać swoje historie

Re: Historia mojej borelki

Postprzez dani » Czw Mar 25, 2010 9:11 pm

Kochana Lula Lu, Ciesze sie, ze nie ryczysz i wrocil dobry nastroj. Nie lubie jak komus smutno...
Piszesz, ze te "swinswa" nie lubia tlenu, wysokiej temp. A nie wiesz czy nie lubia niskiej temp. Bo ja pamietam jak jeszcze przed rozpoczeciem leczenia chodzilam na kriokomore. I po trzech, czterech wizytach czulam sie nawet gorzej ale pozniej juz bylo coraz lepiej i tak doszlam do osmiu wizyt i...po dziewiatej tak mi wywalily wezly chlonne za uszami, ze lekarka tam na miejscu powiedziala ze to nie wezly tylko swinka i powiedziala ze ze swinka nie mozna wchodzic. Ale inny lekarz w przychodni powiedzial, ze to wezly. Wiec przerwalam i juz nie wrocilam, bo sama nie wiedzialm co to jest. Ale teraz tak sobie kombinuje czy tak...na poczatku moze to byl herx to ze sie czulam gorzej a pozniej jak juz organizm na calego zaczal walczyc bo to ma na celu wlasnie kriokomora to mi wywalilo te wezly. I moze powinnam nie przerywac tylko chodzic dalej i...moze bym je zalatwila !!! Oj moze , moze...sama nie wiem czy nie wpadlam na szalony pomysl ale cos chyba w tym jest...tylko nie wiem czy glupiego czy madrego...? Napisz co myslisz o tym. Jak bede za dwa tygodnie u lekarza to sie spytam czy w czasie antybiotykoterapi mozna chodzic na krio i czy jesli wywala wezly to czy mozna dalej chodzic, bo przy swince wiadomo nie mozna bo nie mozna przeziebic swini ale to byly ewidentnie wezly bo po jednym dniu mi zaczelo malec i po trzech nie bylo sladu tylko bola tak jak bolaly...no ale bolaly mnie juz od kiedy prawie zaczely sie dolegliwosci stawowe...
Oj pisze strasznie moze niezrozumiale ale chyba mnie olsnilo...musze ochlonac.
Odpisz co myslisz o tym.
dani
 
Posty: 249
Rejestracja: Czw Mar 04, 2010 3:07 am

Re: Historia mojej borelki

Postprzez Lula Lu » Wto Kwi 27, 2010 5:53 pm

przez marzec i kwiecień miałam bardzo fatalny nastrój. Dopadł mnie dół, chorowałam i bolały mnie stawy. Podejżewam jednak, ze to były objawy związane z psychiką. Teraz poprawił mi się nastrój i jest ok. Wydaje mi się, ze tak bardzo chciałam być już wyleczona, ze po prostu się załamałam i zafundowałam sobie fatalną jazdę...

W maju robię kolejne badania i mam nadzieję, ze tym razem będzie ze mną lepiej. Nawet jak to nie będzie koniec leczenia.
Lula Lu
 
Posty: 96
Rejestracja: Śro Paź 14, 2009 7:53 am

Re: Historia mojej borelki

Postprzez dani » Śro Kwi 28, 2010 2:14 am

Kochana, dobrze, ze poki co nastroj masz lepszy, w przeciwienstwie do mnie...mozliwe, ze organizm tak zareagowal i zaczelo Cie bolec i wiadomo jak boli to i wpadasz w dol po uszy. Jesli czujesz sie lepiej to badz dobrej mysli, ze w maju badania wyjda ok. A jesli nawet to i tak jestes juz na koncu leczenia, jesli nawet to zostana jakies niedobitki, ktorych sie w koncu pozbedziesz. Napisz jak sie teraz czujesz, czy bola Cie stawy ?
Trzymaj sie...
dani
 
Posty: 249
Rejestracja: Czw Mar 04, 2010 3:07 am

Re: Historia mojej borelki

Postprzez migotka » Śro Kwi 28, 2010 8:57 pm

Lula Lu, moze to zle samopoczucie bylo po czesci zwiazane ze zmianami pogody?
Poza tym, jak to ktos kiedys napisal, borelioza nie lubi usmiechnietych twarzy...
Kiedy mamy zly nastroj, znow nas atakuje, co poglebia nasz zly nastroj.Itd... Usmiech to obok antybiotykow kolejne wazne lekarstwo na kretki :)
Trzymam kciuki!!!
migotka
 
Posty: 142
Rejestracja: Pią Paź 30, 2009 12:23 pm
Miejscowość: Wielkopolska

Re: Historia mojej borelki

Postprzez Lula Lu » Śro Kwi 28, 2010 9:56 pm

Dani, to musiała być reakcja organizmu. W końcu nie od dzisiaj wiadomo, ze psyche i soma są ze sobą ściśle powiązane.

W każdym razie ostatnio NIC mnie nie boli! Naprawdę, czasami wydaje mi się to aż dziwne ;) Co prawda dzisiaj naciągnęłam sobie coś przy kręgosłupie podczas stawania na głowie na jodze, ale to raczej wynik mojej nieuwagi i nieprzygotowania ciała. Zapominam ostatnio, ze bądź co bądź choroba uczyniła pewne spustoszenia i już nie jestem tak sprawna jak dawniej.

Wczoraj też wypiłam kieliszeczek likieru. I co? I nic :) Normalnie bym bardzo źle się czuła, jak po zatruciu alkoholowym. To dla mnie też dobry znak. Strasznie tęsknię za możliwością wypicia lampki czerwonego wina do obiadu...

Migotka, pięknie powiedziane :)

Optymizmu wszystkim Wam życzę i jak najszybszego końca choroby :)
Lula Lu
 
Posty: 96
Rejestracja: Śro Paź 14, 2009 7:53 am

Re: Historia mojej borelki

Postprzez Lula Lu » Pon Maj 31, 2010 7:49 pm

Dzisiaj przyszły badania antygenów, dzisiaj jest najszczęśliwszy dzień mojej choroby. Dzisiaj zakończyłam leczenie!! Dzisiaj rano wzięłam moją ostatnią dawkę antybiotyków :)

To, ze koniec jest już blisko, to wiedziałam już od jakiegoś czasu (brak objawów) ale negatywny wynik badań bardzo, ale to bardzo raduje :)

Będę zaglądać tu i wspierać leczących się :)
Tymczasem zdrowia Wam wszystkim życzę i wygrania walki z borelką :)
Lula Lu
 
Posty: 96
Rejestracja: Śro Paź 14, 2009 7:53 am

Re: Historia mojej borelki

Postprzez dani » Pon Maj 31, 2010 10:31 pm

:D :lol: SUPER !!!
Jestem taka szczesliwa, ze wyzdrowialas.
Ciesze sie Twoim szczesciem a i tym, ze mozna sie tego pozbyc !!!
Nawet nie wyobrazam sobie jak wysoko podskakujesz ze szczescia, bo ja jesli dobrze bym sie czula i jeszcze badania bylyby negatywne to zrobilabym glowa dziure w suficie.
Pieknie, lato sie zaczyna a Ty razem z nim nowe zycie bez boreliozy.
Zawsze Wszystkim zyczylam zdrowia, a teraz jest osoba u ktorej sie to spelnilo.
Zycze samych pomyslnosci i zagladaj tu do nas...bo jakos tak polubilam Cie, zawsze sie odezwalas i wspieralas.
Powodzenia,
Dani.
dani
 
Posty: 249
Rejestracja: Czw Mar 04, 2010 3:07 am

Re: Historia mojej borelki

Postprzez migotka » Wto Cze 01, 2010 1:22 am

Bardzo cieszę się z Twojego wyzdrowienia!! Jak długo leczyłaś się na boreliozę? Dzięki Tobie wierze, ze tez kiedys z tego wyjde... :)
migotka
 
Posty: 142
Rejestracja: Pią Paź 30, 2009 12:23 pm
Miejscowość: Wielkopolska

Re: Historia mojej borelki

Postprzez Lula Lu » Wto Cze 01, 2010 8:16 am

Dani, dzięki :)
Myślę, ze dla Ciebie jest jeszcze motywująca jedna kwestia: wyleczył mnie NASZ lekarz. Co by nie było, to stawia go w dobrym świetle :)

A wczoraj najpierw była euforia a potem zaczął ze mnie schodzić wielomiesięczny stres i w efekcie się poryczałam :) Ot taka reakcja. Nie mniej jestem szczęśliwa :)

Migotko, leczyłam się 14 miesięcy. Przy czym pierwsze około 8 miesięcy to był bardzo trudny okres. Potem było już tylko coraz lepiej.

Nie powiem, w trakcie leczenia miałam takie załamania, ze już rzucałam leczenie, że nie chciało mi się żyć. Wiem, ze każdy to przechodzi, na swój sposób, ale teraz wiem już na 100%, ze decyzja o podjęciu leczenia była słuszna, wielomiesięczne leczenie było słuszne. Wiem też, że straszenie nas przez zakaźników tak agresywną antybiotykoterapią jest nieco przesadzone. A może ja miałam szczęście? Naprawdę, antybiotyki niewiele mi krzywdy zrobiły a pomogły.

Dzisiaj Dzień Dziecka. Wiecie że wg jedne z teorii psychologii osobowości, każdy człowiek ma w sobie Dziecko, Rodzica i Dorosłego (lubię tą teorię)?

Każdemu Dziecku w Was, życzę wspaniałego dnia, dużo zabawy i radości, zapomnienia o kłopotach, chorobach, i innych sprawach, którymi na co dzień zajmuje się Rodzic i Dorosły. Uwolnijcie dzisiaj Dziecko i dajcie się mu wyszaleć :D

Dobra, zbieram się do pracy.
Lula Lu
 
Posty: 96
Rejestracja: Śro Paź 14, 2009 7:53 am

Re: Historia mojej borelki

Postprzez Greta » Śro Cze 02, 2010 8:55 am

Wiosna dobrych wiadomości :)
Awatar użytkownika
Greta
 
Posty: 210
Rejestracja: Śro Sie 19, 2009 1:10 pm

PoprzedniaNastępna

Wróć do Co u nas?

Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 0 gości

cron