przez ankor » Wto Mar 13, 2012 2:24 am
Dawno nie pisałam, ale czytam forum, bo wciąż temat nie jest mi niestety obojętny.
W styczniu b.r. kiedy robiłam ostatni wpis właściwie było dobrze - pojechałam na narty w czasie ferii i udawało mi się jeździć bez bujania w głowie. To wspaniałe uczucie, mimo że kondycha do bani - to był bardzo udany czas. Tak przynajmniej na to patrzę teraz z obecnej perspektywy.
Na początku lutego był 2-tyg puls tini i właściwie poza 6 dniami koszmarnego zdychania p.t brak sił, potworne duszności, stale uczucie że zemdleję - uznaję go z perspektywy czasu również za niezły bo nie miałam właściwie zawrotów głowy.
Potem był znowu okres bez tini i było tak w kratkę - trochę bardzo dobrze czyli bez bujania w głowie i trochę bujało ale przechodziło po kilku h i znowu było dobrze. Niby spodziewałam się że będzie już genialnie ale i tak nie powinnam narzekać. Żyłam, trochę na raty i z przerwami ale żyłam, uśmiechałam się, miałam plany !
A pod koniec lutego zaczęłam czwarty 2-tyg. puls tini i z miejsca wrócił koszmar. Ciągłe bujanie w głowie i problemy z równowagą; zauważyłam że w piśmie robię makabryczne literówki, pisząc zjadam niektóre wyrazy lub części słów, mówiąc wypowiadam inne słowa niż zamierzałam i nawet tego nie zauważam, zapominam nazw dobrze znanych sobie przedmiotów, ponadto od początku 4-tego pulsu tini stale mi towarzyszył lęk, że zemdleję, bo ciągle czułam że balansuję na granicy wytrzymałości fizycznej.Całą energię skupiałam na utrzymaniu pionu i wmawianiu sobie, że tak może być na pulsie, że to przejdzie...Miałam brać lek do niedzieli włącznie ale nie dałam rady psychicznie tego znieść, znieść objawów tak silnych jak już były w październiku bez leków.
Tak więc dziś 2-gi dzień bez tini i było strasznie kiepsko. Mam bardzo silne zachwiania równowagi, napady paniki i lęku że dzieje się ze mną coś czego nie rozumiem i nie umiem sobie z tym poradzić. Dziś jadąc do pracy myślałam, że stracę przytomność najpierw w metrze, potem w drodze do biura. To mnie przeraża.
Boję się wychodzić sama z domu. Pod koniec lutego dostałam dodatkowo wynik badania w kierunku SCA - ataksji móżdżkowo-rdzeniowej, choroby genetycznej która objawia się m.in. zaburzeniami równowagi, a która polega na zaniku móżdżku. Mechanizm choroby jest skomplikowany, ale najgorsze jest to , że nie ma lekarstwa na tę chorobę... Nie mam typu 1,2,3 co jest wspaniałą wiadomością (te w 100% wywołują chorobę), ale mam typ 8 o którym wiadomo tyle, że niewiele wiadomo i choroba może ale wcale nie musi się rozwinąć.
Przeszłam dokładne badania neurologiczne przy odbiorze wyników i długą rozmowę z neurologiem - nie stwierdzono żadnych objawów sugerujących SCA, ostatni rezonans głowy z IV 2011 jest czysty - co pozwala uczepić się nadziei.
Neurolog z IPiN kazała kontynuować terapię boreliozową i skupić się na niej jako źródle zawrotów głowy. Ale teraz, kiedy zawroty nasiliły się mimo zaprzestania tini zaczynam panikować i najgorsze myśli krążą mi po głowie. Wiem, że pozytywne nastawienie jest bardzo ważne ale teraz nie potrafię myśleć pozytywnie... Dwie wielkie i niepoznane choroby + objawy które mogą być typowe dla jednej i drugiej - to dla mnie za dużo. Dlaczego to wszystko mnie spotyka ? Doszukuję się jakiegoś głębszego sensu - jakiegoś palca bożego - ale nic nie ma. Tylko strach i rozpacz - dlaczego ja ? co stało się z moim życiem, normalnym życiem ? Jak mam dalej żyć. Czy będzie lepsze jutro ?
pozdrawiam Wszystkich zagubionych
Ania